B jak Barclay James Harvest. O tym jak muzyka pomogła zniszczyć mur berliński.

Fot. 1. Plac Republiki przed Reichstagiem dziś

30 sierpnia 1980 roku. Tamtego dnia niebo nad Berlinem było ciepłe i złociste, późny letni wieczór, trudno wyobrazić sobie piękniejszą pogodową aurę. Plac Republiki był zatłoczony. Tysiące twarzy wpatrywało się w stojącą pod Reichstagiem scenę. Za nią nieco w oddali majaczy mur – symbol podziału narodu niemieckiego.

O godzinie 20:00 z ogromnych wież głośnikowych wybrzmiała delikatna, wręcz marzycielska muzyka. I to nie byle jakiego zespołu. To Barclay James Harvest – brytyjska instytucja art-rockowa, którą pokochała ogromna rzesza fanów w Niemczech. Tamtego dnia wystąpili na darmowym koncercie, aby podziękować swoim fanom za uwielbienie ich muzyki. Lecz nie był to jedynie darmowy koncert rockowej gwiazdy. To było polityczne, kulturowe i emocjonalne doświadczenie, które zmieniło bieg historii, o czym za chwilę. I jednocześnie pierwszy duży koncert rockowy, który odbył się tuż obok Muru Berlińskiego – celowo był umiejscowiony w zasięgu granicy NRD.


Fot. 3. Barclay James Harvest podczas koncertu w Berlinnie w 1980 roku. 
Od lewej: John Lees – gitara, Mel Pritchard – perkusja, Les Holroyd – gitara basowa

Ale to nie wszystko. John Lees miał wizję: koncert, który rozbrzmiewałby po obu stronach muru. Wybór miejsca koncertu był nieprzypadkowy. Muzyka miała służyć jako pomost pomiędzy podzielonym murem Berlinem. Mówi John Lees: „Granie w Berlinie było dla nas również manifestem. Nasza muzyka miała wyrażać wolność. W mieście otoczonym murem nabrało to zupełnie nowego znaczenia”.

Barclay James Harvest nagrał, a następnie zagrał na żywo specjalnie przygotowaną na ten wieczór piosenkę: „In Memory of the Martyrs” – melancholijną, wolno rozwijającą się akustyczną balladę poświęconą tym, którzy stracili życie, próbując uciec przez oddzielającą ich od zachodniego świata wolności granicę.

Scena stanęła bezpośrednio na Placu Republiki, a Mur był oddalony o dobre 200 metrów. Przyjechało 250 autokarów z całego RFN. Oczywiście, nie obyło się bez przepychanek ze wschodnią policją, która nie potrafiła zdzierżyć faktu, iż młodzi ludzie gromadnie słuchają bez ograniczeń dźwięków imperialistycznego zachodu. Nie pomogło zamknięcie ulic Berlina Wschodniego między Bramą Brandenburską a Unter den Linden. Muzyka niosła się ponad podziałami, ponad murem.


Fot. 4. Tłumy czekające na koncert Barclay James Harvest, Berlin, 1980

Był to największy koncert, jaki kiedykolwiek widział Berlin Zachodni. Berlińska policja ostrożnie donosiła później o ponad 175 000 widzów, ale inne szacunki podawały frekwencję nawet na poziomie ćwierć miliona.

Tak ogromny odzew niemieckiej publiczności zaskoczył samych muzyków. Mówi basista Les Holroyd: „Szczerze powiedziawszy nie spodziewaliśmy się aż tak wielkich tłumów. Ludzie przybywali aż po horyzont.”


Fot.5. Basista Les Holroyd podczas berlińskiego koncertu

Po wschodniej stronie muru setki ludzi słuchało muzyki z przenośnymi radiami i lornetkami. Muzyka Barclay James Harvest faktycznie przekroczyła mur. Strażnicy graniczni z NRD próbowali zakłócić sytuację – według późniejszych doniesień aresztowali co najmniej 40 młodych ludzi, którzy podeszli zbyt blisko granicy. Dokonano tego na oczach oburzonych i protestujących zachodnich dziennikarzy.

Raport Ministerstwa Bezpieczeństwa Państwowego mówił później o „prowokacyjnej demonstracji siły zachodniej muzyki rockowej”. Na Zachodzie efekt był odwrotny: symbolika tego wieczoru była tak silna, że wkrótce pojawiła się nowa nazwa na tego typu wydarzenie: Mauerkonzert (Koncert przy ścianie).

Energia fanów tamtego wieczoru była tak duża, że wszyscy muzycy Barclay James Harvest przyznawali później, że był to najbardziej emocjonujący koncert w ich karierze.


Fot. 6. Gitarzysta John Lees podczas koncertu berlińskiego, 1980 rok.

Mówi gitarzysta i wokalista John Lees: „Widząc tylu ludzi przed Reichstagiem – i wiedząc, że po drugiej stronie są tysiące innych – byłem w szoku. W dobrym tego słowa znaczeniu.”

Dwa lata później nagranie z tego wieczoru zostało wydane jako album koncertowy: „Berlin – A Concert for the People”. Płyta odniosła ogromny sukces: trafiła na numer 1 w Niemczech, sprzedano jej ponad 250 000 egzemplarzy, zaś krążek pokrył się złotem.


Fot. 7. Okładka do albumu koncertowego „Berlin: A Concert For The People”.
Jego premiera miała miejsce 2 lata po koncercie, w 1982 roku.

Wieść o występie grupy szybko się rozeszła po całej Europie. Koncert na Placu Republiki stał się sygnałem do naśladownictwa dla zachodnich zespołów. Wyklęty przez twardogłowych komuchów rock’n’roll z biegiem czasu dostał coraz większe przyzwolenie na wjazdy artystów z „imperialistycznych” krajów. W konsekwencji plac przed Reichstagiem stał się miejscem kolejnych koncertów. David Bowie w 1987 roku zagrał tam koncert, na którym skandował: „Ten mur musi zniknąć!”. Genesis, Pink Floyd i Michael Jackson również chcieli wykorzystać potencjał miejsca w pobliżu muru berlińskiego, a władze NRD bezradnie się temu przyglądały. Słowa niosące wolność, które po raz pierwszy wybrzmiały z ust muzyków Barclay James Harvest w latach późniejszych coraz częściej i z coraz większą mocą domagały się wyzwolenia ludu uciemiężonego komunistycznym jarzmem. Władze NRD początkowo odpowiadały na nie straszeniem, jednak muzyka coraz bardziej tworzyła wyłom w mentalnym „antyimperialistycznym murze ochronnym”, który z wolna zaczął pękać. Między innymi dzięki koncertom ludzie uwierzyli, że wolność można wywalczyć. Resztę dokończyła historia.

Zbieg okoliczności sprawił, że za wschodnią granicą, w kraju nad Wisłą, w dzień po koncercie Lech Wałęsa podpisał porozumienia sierpniowe, Gorbaczow zaczął „naprawiać” komunizm, w konsekwencji niechcący spowodował kapitulację ruchu spod znaku czerwonej gwiazdy, w efekcie czego szlag trafił sam mur, przez co Niemcy mogły się cieszyć zjednoczeniem i upragnioną wolnością o której śpiewali Barclaye.

Koncert w Berlinie zapisał się nie tylko jako wielkie emocjonalne przeżycie, ale także uruchomił lawinę kolejnych występów zachodnich artystów, które sukcesywnie dokonywały wyłomy w murze berlińskim. Mała kropla, padająca nieustannie na skałę zamordyzmu w końcu ją rozkruszyła. A pomogła w tym procesie muzyka wyzwalająca falę wolności, której twardogłowi komunistyczni partyjniacy nie potrafili powstrzymać. Na całe szczęście.


Fot. 8. Pozostałości muru berlińskiego. Świadectwo słusznie minionych czasów.

Powiązane posty

A jak Anathema

Gdy pierwszy raz myślałem o cyklu „Z muzyką od A do Z” już wtedy wiedziałem, że pod A znajdzie się Anathema, zespół legenda, który zawsze poruszał mnie do głębi, który trafiał w najczulsze struny mojej duszy. I tak też się dzieje… A jak Anathema.

Czytaj więcej »

Part of the Theory

Dopiero co wydali swój pierwszy singiel, nie minął miesiąc od ich debiutu, a już nieźle zatrzęśli sceną prog metalu, lądując na pierwszym miejscu w prestiżowym plebiscycie „Metal Hammer’s Best Songs of the Week”. O kim mowa? Przedstawiam Part of the Theory

Czytaj więcej »