Aktualnie gra: Ładowanie...

Witaj w x-stacji!

Recenzja Kingsphere – Inertia

Recenzja Kingsphere – Inertia

Zespół ze Śląskiego Rybnika powstały u schyłku 2019 roku bardzo prężnie rozwija swoje prog-metalowe dźwięki nieustannie zaznaczając swoją obecność w Polskiej przestrzeni muzycznej.

Osobiście poznałem muzykę kwintetu na początku 2025 i jeszcze tego samego roku bodajże we wrześniu widziałem ich na żywo na koncercie w Krakowskim Gwarku.
Zrobili wtedy dobre wrażenie. Słuchając zespołu i ich wydawnictw jasno można rzec, iż Kingsphere reprezentuje coś na kształt fuzji melodyjnego death metalu, metalcore/deathcore w elektronicznej oprawie.

Jak to wszystko smakuje? Odpalamy świeże wydawnictwo z 13 marca 2026 r.

Już od początku albumu dostajemy bezkompromisową elektronikę z nisko strojonymi gitarami w postaci singlowego utworu „Archetype”. Pierwszy utwór wprowadzi nas śmiało w charakterystyczny świat albumu czyli mocne rwane, corowo-djentowe gitary, sprawną sekcję rytmiczną, wstawki nostalgicznej elektroniki, zróżnicowane tempa i wokalizy.
A propos tego ostatniego: czysto śpiewane partię są lekkie (nieco delikatne) w swoim wyrazie natomiast gdy przechodzą w scream/krzyk/growl kojarzyć się może choćby z Bring Me The Horizon.

W „In The Name Of Your Defeat” jest agresywniej i szybciej z Linkin Parkowym refrenem.

„Rage-Revenge” to trzeci numer utrzymujący wcześniejszą charakterystykę z rwanymi riffami, które świetnie pracują z melodyjnością gitar chociażby w połowie kompozycji. Jednakże brak charakternego pazura w czystych wokalach mocno osłabia w odbiorze cały numer.

„Illusionist” czyli drugi singlowy track przerywa monotonie utartych wcześniej schematów. Jest różnorodnie i bardzo przebojowo. Groove, chwytliwość, melodyjność w nośnej konstrukcji. Przeplatanie partii mocnych z lżejszymi zawsze dobrze działa i tutaj również robi świetną robotę. To taki hit tego albumu.

„Diabolic Nest” Już sam tytuł sugeruje, że będzie ostro. I jest. Mocny numer, niski growl, metalcorowa konwencja od samego początku wgniatają w fotel, ale ta satysfakcja odbioru nie trwa zbyt długo ponieważ znów mamy powrót do lekkich „mdłych” zaśpiewów. Na szczęście później corowe wokale i szybkie tremola ratują ten numer dodatkowo podbity momentami hardcorowymi i wieńczącym go ociężały brakdownem.

„Bloodeyed” prezentuje, że niestety często powtarzane schematy konstrukcyjno – metodyczne brzmią wtórnie. Gdyby nie rock`n`rollowe solo można by było szybko dać „next”. Powtarzalność bywa zmorą wielu wydawnictw różnych kapel.

„Hollowsphere” Typowy numer zespołu. Niskie gitary/elektro wstawki/mocny gardłowy i umiarkowane tempo. Co ciekawe nieco „popowy” refren raczy nas większą niż wcześniej zabawą harmonicznych melodii wokalno – chórkowych.

„Psychosis” elektronika wprowadza w industrialny klimat a żwawsza rytmika buduje utwór nieco inaczej niż poprzednie. Jest ciekawiej (nawet zawita moment blastów) również wokalnie lepiej. Numer trzyma nas intrygująco aż do samego końca.

„Negation” czyli mroczne intro i ciężkie synkopy w riffach oraz te „duszki” na werblu. Piękny opener. Jedną ze specyfik zespołu „Królewskiej sfery” są też momenty mocno nawiązujące do Fear Factory. To dobry wzorzec przy elektronice w metalu. W tym utworze dostajemy też pierwszy raz delikatną wyciszoną partię z czystymi gitarami.

„Parasite” to konkretny groove metal pod buta. Koncertowy przebojowy banger. Elementy elektronicznego d`n`b też zgrabnie rozprężają całość. W moim odczuciu numer ten jest mocnym punktem (kontrolnym) wydawnictwa.

„A Nightmare’s Home” Ładnie tu harmonicznie i transowo od samego początku, bardzo post-progresywnie. Przyzwoity track.

„The Cursed Epitaph” Muzyczne epitafium o nostalgicznym klimacie nawiązuje do balladowych kompozycji Linkin Park. To numer z taką przestrzenią, którą mógłby świetnie uzupełnić duet damsko – wokalny. Tutaj również dostajemy nośną elektronikę na pierwszym planie. Pada zatem pytanie czy w konwencji przyjętej przez zespół nie jest jej jednak za mało na całym albumie?

Na zakończenie albumu dostajemy od zespołu cover „The Heart From Your Hate” moich ulubieńców z Trivium. Muzycznie jota w jota zatem bez jakiś oryginalnych naleciałości i bez elektroniki, wokalnie również zwyczajnie. Poprawnie odśpiewany i odegrany cover. Może za bardzo spodziewałem się jednak bardziej progresywnej interpretacji.

Ogólne wrażenie:
Całościowo album produkcyjnie jest bardzo dopracowany na każdym poziomie.
Muzycznie po mimo wybranych momentów, melodii czy świetnych solówek jest trochę powtarzalnie. Utwory są do siebie podobne melodycznie i konstrukcyjnie. W moim odczuciu czystym wokalom brakuje przestrzeni w wybrzmieniu przez co mam wrażenie mocnego ich stłamszenia w ścianie dźwięku.
Wydawnictwo tez nie wnosi czegoś nowego na „rynek” i nie wyróżnia się jakoś niczym szczególnych pośród innych podobnych gatunkowo zespołów. Ważne jednak, że nasze Polskie !

Numery do których wiem, że wrócę:
Illusionist, Diabolic Nest, Psychosis, Parasite,

Na plus:
– są momenty z potencjałem.
– dobry i dosadny scream/growl.
– technika i warsztat rzemieślniczy muzyków na wysokim poziomie ze szczególnym uznaniem dla perkusisty i gitarzystów.

Na minus:
– powtarzalność czystego wokalu bez pomysłu, który w większość przypadków brzmi niestety bez polotu, bez charakteru i bez pomysłu przez co stwarzają wrażenie „mętnych”.
– wtórność kompozycji i koncepcji albumu.

„Inertia” to dobry reprezentant twórczości zespołu ale w kontekście przyszłości swojej muzyki chyba potrzebują czegoś więcej aby nie utknąć w swojej „sphere”…
Jest to wydawnictwo co prawda solidnie dopracowane ale czegoś tam brak.
Czy większej przebojowości, czy może mniej wypolerowanego charakteru brzmieniowego muzyki, czy może właśnie zmian w specyfice zaśpiewu i sposobu grania?
Są momenty i świetna produkcja. Czy to wystarcza, czy jednak za mało aby częściej wracać w te dźwięki.

Każdy oceni sam. Subiektywne z mojej strony: 6,5/10
David-Spinacz

Zdjęcia pochodzą z witryn: www.https://kingspheremetal.com/ oraz https://www.instagram.com/kingspheremetal/

Udostępnij:

Recenzja Iron Head – Teraz albo Nigdy

Recenzja Iron Head – Teraz albo Nigdy

Debiut zespołu miał miejsce zaledwie 4 lata temu. Jednakże tempo działań, akcji, koncertów i wydarzeń rozkręciły zespół naprawdę pokaźnie. Słychać i widać wyraźnie rozwój i kształtowanie się stylu gry. 

Premierę albumu poprzedziło kilka profesjonalnych teledysków wprowadzając w klimat, jakość i umiejętności jaki zespół prezentuje. Urocza wokalistka, wymiatający gitarzyści, sprawny pałker i solidna basistka. To jasno pokazuję, że mam do czynienia z kapelą, która wskoczyła na level wyżej.

Po odpaleniu nagrań wiemy, że to solidny power/metalcore hewi:

1. Jedna Chwila
Przebojowy standardowy numer IH wprowadzający w całą zawartość krążka. Dobry otwieracz płyty z bardzo ciekawą partią od 1:52.

2. Karawana Jedzie Dalej
Galopujący numer rodem z gatunku Iron Maiden/Trivium.

Zróżnicowane harmoniczne wokale. Numer o podobnym schemacie jak poprzednik z bujającym heavy riffem w drugiej połowie utworu i równoległymi partiami solowymi gitar. 

3. Nieustanna Walka
Najbardziej przebojowy i chwytliwy numer na płycie. Bardzo melodyczny w gitarach i wokalach. Sposób prowadzenia wokalu jest tutaj taki jaki powinien być w każdym utworze tego wydwnictwa. Czuć ten zaśpiew. Bardzo koncertowy i nośny refren. Świetne triolowe rozmowy gitar w drugiej części numeru. Utwór ma też potrzebną przestrzeń i przerwy, które sprawiają, że dobrze się go słucha.

4.Teraz Albo Nigdy
Mocny opener typu szybciej, szybciej, jeszcze szybciej. Natomiast później tytułowy numer nawiązuje już standardowo dopierwszej kompozycji na płycie z charakterystycznym schematem kompozycji made by IH.

5. Każdy Oddech, Każdy Dzień
Po wcześniejszym galopie riffów przyszedł czas na oddech. Lekko nostalgiczny i zapewne o bardzo prywatnym wydźwięku. Akcenty tomów jakoś dziwnie tutaj brzmią. Brak im głębi. W warstwie muzycznej ballada niestety nic nowego nie wnosi. Podobne motywy jak by już wszędzie wybrzmiały.Gdyby nie moment przebudzenia szybszej partii pod koniec tracku (wraz z „romantycznymi” melodiami gitar solowych) numer niestety bardzo nużący a przecież tyle w nim przestrzeni na pokaz możliwości wokalnych lub duetu z instrumentami.

6. Bezkresny Sen
Tutaj wracamy do typowego IH ioile w refrenie gitary ciekawie prowadzą melodie to wokale nie są wstanie z nim współpracować. Trochę za dużo harmonicznych motywów. Ale, ale, w 2:03 wchodzi nam walcowaty trashowy riff i on tutaj robi bardzo dobrą robotę i na nim można by zbudować drugą część utworu aż do końca. Po chwili mamy powrót w szybsze rytmy z wokalem bez drapieżności.

7. Nasz Każdy Krzyk
Heavy/Metalcorowa dewiza IH. Ostre otwarcie. Świetny riff od 0:25 wprowadza nas w bujającą motorykę, ale wokal jest zbyt łagodny, brak mu zadziorności i ciekawych melodii aby współgrać z instrumentami. W połowie utworu dostajemy bardzo smaczną solówkę gitarową – moim zdaniem najlepszą na tym albumie. Słychać sztukę w rzemiośle na wiośle ! Zaraz po niej w 2:24 piękny akompaniament basu – Tak trzymać, kierunek utrzymać. Numer wieńczy nośny refren z pięknym zakończeniem. To również jeden z lepszych numerów na płycie.

8. Pierwszy do Stracenia
Kolejny z singli typu „Nieustanna walka” czyli przebojowy, nośny, chwytliwy napędzający to wydawnictwo, który na pewno sprawdzi się koncertowo bujając publikę. Rytmiczne groove riffy i marszowy refren. Troszkę powtarzalny song ze względu na standardową rytmikę zespołu.

9. Więzienie
Tutaj od początku jest jakoś inaczej, z innym pomysłem, z inną rytmiką i melodyką. Delikatny początek z teatralnymi chórami okrzyków wprowadza coś nowego. Słychać wyraźnie trivium ale nasze Polskie Trivium. Od 1:14 najlepszy wg. mnie motyw na płycie. Tutaj też damskie wokale współgrając z tematem melodycznym chwytliwego refrenu prowadząc nową historię aż do zwolnionego refrenu. Wreszcie też perkusista ma swój mały solo drumfill a zaraz po nim mały breakdown. Numer dynamiczny, naturalny i prawdziwy w swoim wyrazie. Mam też wrażenie w tych tempach IH poczują się jeszcze kiedyś najswobodniej. Bomba. 

10. Spal te Mosty
Piękne walcowate masywne otwarcie. Zaraz po nim heavy motyw z typowymi zagrywkami IH słyszalnymi już wcześniej na płycie ale na szczęście pięknie to rozwiązano zatrzymując, zwalniając i ratując galopadę. Tutaj krzyki damsko-męskie uzupełniają się w swoistym klimacie.

W drugiej minucie dostajemy bardzo intrygujący speed motyw, który z trafnym przejściem wraca do wyrazistego walca z początku numeru. To chyba też najmocniejszy punkt na płycie dobrze przemyślany. Pozostawia znakomite wrażenie.  

Warstwa tekstowa stricte nawiązuje do tytułu albumu:

– wyzwania codzienności,
– relacje z ludźmi,
– wydarzenia, które kształtują muzyków,
– niezłomność w działaniu i przełamaniu przeciwności.

Na plus:

– produkcja i klarowność brzmieniowa. Soczystość i wyrazistość instrumentów,
– warsztat muzyków i solowych partii gitarzystów,
– wypracowany styl IH,
– świetny perkusista z dużym wyczuciem beatów,
– dobrze pulsujący bass,
– pomysł na chwytliwość i przebojowość.

Na minus:

– momentami schematyczne, powtarzalne i przewidywalne wokale. Brakuje im częstokroć zadziorności i urozmaicenia a to sprawia, że dla niektórych mogą wtórne,
– wokale męskie: często nieczytelne w słowach, w niektórych numerach trochę za bardzo schowane gdzieś między instrumentami i zakrzyczane,
– powtarzalność konstrukcji kompozycji.

Najlepsze numery, które pozostawiają znakomite wrażenie:   

– Nieustanna Walka,
– Nasz Każdy Krzyk,
– Więzienie,
– Spal te Mosty.

Doceniam całość pomysłowości, energię, potencjał i POLSKI język a to ważne dla krajowej sceny muzycznej. Album jest energiczny. Zespół nie sili tworzyć coś na dzisiejszą modłę. Lubią co grają i grają co lubią. Słychać to ponieważ zarówno sam zespół jak i materiał jest bardzo koncertowy co jest chyba jego największym atutem. Album nie jest długi zatem i całość odbiera się bardzo pozytywnie w tym gatunku cięższego grania.

Jestem także przekonany, że kolejny krążek będzie już pełnokrwistym IRON HEAD-em czyli wypadkową trzech utworów: Nieustanna Walka/Więzienie/Spal te Mosty.

Solidny, dobry album IH.

7/10

David – Spinacz

Zdjęcia pochodzą z witryny https://ironhead.pl/

Udostępnij: